Ostatnie dni spędziłem w cudownym Amsterdamie (mieszkania nad kanałem, niestety, stanowczo za drogie), gdzie w dość nieoczkiwanym miejscu znalazłem wątek giełdowy. Niezapomniana wizyta w domu Anny Frank przypomniała mi dlaczego z edukacją finansową jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. I że po prostu musimy dać naszemu społeczeństwu trochę czasu. Holendrzy, jak inne kapitalistyczne gospodarki, zaczęli po prostu tę edukację kilka(naście) pokoleń wcześniej. Dowody?
W pokoiku ukrywającej się przez dwa lata przed Niemcami Anny na ścianie wisi gra planszowa. To prezent dla towarzysza autorki chyba najbardziej znanego dziennika w historii, który w niedoli obchodził 16. urodziny.
Het Beursspel, którą ciągle można ponoć zdobyć w amsterdamskich antykwariatach, to gra planszowa, w której gracze mogą spekulować na wahaniach cen, handlować akcjami, inwestować w handel i przemysł. W Holandii i jej koloniach. 13-letnia Anna wspomina w dzienniku, że grają w nią od czasu do czasu.
Abstrahując od tragicznych okoliczności, blisko wiek temu nastolatki z Holandii grają więc w gry giełdowe. Dziś musimy nadrobić tę przepaść, niekoniecznie grając w niezłe, ale kultywujący nieruchomościowy fetysz Monopoly.
A Wy macie jakieś swoje, niekoniecznie planszowe, kapitalistyczne zabawy?
PS. Zdjęcie gry zaczerpnąłem z sieci – identyczna wisi w domu Anny Frank, w którym nie można robić zdjęć.