zByka.pl BETA BY BARANKIEWICZ

Miesiąc: Kwiecień 2014

Jakubas jak Ackman?

Podmioty kontrolowane przez Zbigniewa Jakubas zwiększają zaangażowanie w Netii. To ciekawe, ale dużo ciekawsze jest żądanie ograniczenie wynagrodzenia w radzie nadzorczej telekomu.

Zbigniew Jakubas, fot. Grzegorz Kawecki

Najpierw Mennica Polska, a teraz fundusz FIP 11 FIZ Aktywów Niepublicznych, ogłosiły, że posiadają duże pakiety akcji Netii. Fundusz Jakubasa, który ma już ponad 5 proc. głosów w spółce, chce zmian w składzie radzie nadzorczej, ale i ograniczenia jej wynagrodzenie. Jak to uzasadnia?

Netia nie miała wyjścia i musiała zmienić porządek walnego >>

Żądanie ograniczenia wynagrodzenia to w Polsce nietypowe, ale na Zachodzie coraz częstsze zjawisko. Wraz z rozwojem funduszy hedgingowych wzrosło bowiem znaczenie tzw. corporate raiders. Inwestorów, którzy kupują duże pakiety akcji w spółkach uznawanych za niedowartościowane. Dzięki głosom, starają się zmienić władze i politykę firmy, a później wyjść z inwestycji z zyskiem. Najbardziej znanym tego typu inwestorem jest Carl Icahn, właściciel Icahn Enterprisest i 18,8 mld USD (35. miejsce na świecie według Bloomberga). Jego najsłynniejsze „ataki” dosięgły US Steel, Time Warner, Yahoo i Motorolę. Ostatnio zainteresował się Dellem i podbił wycenę Apple, pojawiając się w jego akcjonariacie. W akcjonariacie Herbalife zmierzył się natomiast z innego typu inwestorem – Billem Ackmanem, reprezentującym kolejną falę na Wall Street  – tzw. „acitivist investors”. To osoby, które wchodzą do akcjonariatu spółki, by poprzez wpływ na jej władze zmienić politykę emitenta. W Herbalife Ackman zajął krótką pozycję, twierdząc, że firma jest bezwartościowa. Icahn stanął po stronie zarządu, skupując akcje firmy. I wygrał, zarabiając kilkaset milionów dolarów.

Aktywiści pokazali się też w akcjonariacie News Corp., żądając usunięcia kierującego medialnym imperium Ruperta Murdocha. Kilka miesięcy temu zaatakowali też – poprzez Nelsona Peltza (wcześniej znanego z ataku na H.J.Heinz) – chemicznego giganta DuPont.

Trudno mi sobie wyobrazić Zbigniewa Jakubasa w roli Ackmana (raczej powinien się skoncentrować np. na Feroco), ale polskich aktywistów wypatruję. Mielibyśmy o czym pisać, a i drobni inwestorzy byliby zadowoleni.

 

Jak zostać w OFE bez wychodzenia z domu

Bez instrukcji zajęło mi to 25 minut, więc z przyjemnością publikuję treść maila, którego dostałem z naszego działu kadr (dzień po wizycie miłych pań z ZUS).

Przesyłam „instrukcję” przesłania za pośrednictwem PUE oświadczenia o pozostaniu w OFE.

  • Po zalogowaniu się na swoje konto PUE proszę wybrać panel UBEZPIECZONY (prawy górny róg).
  • Lewe, boczne menu – wybieramy zakładkę USŁUGI – Katalog usług.
  • W polu filtrowania wpisujemy OFE i filtruj.
  • Wybieramy – OŚWIADCZENIE CZŁONKA OFE O PRZEKAZYWANIU SKŁADKI DO OFE – następnie przejdź do usługi (na dole strony).
  • Pojawia się okno o poziomie zabezpieczenia – klikamy OK.
  • Otwiera się elektroniczny formularz oświadczenia – proszę sprawdzić czy automatycznie podane dane są prawidłowe – jeśli nie można je zmienić (strona 1). Następnie przechodzimy na stronę 2 (górna część strony) i wybieramy OFE którego jesteśmy członkiem.
  • Następnie u góry strony klikamy sprawdź, po sprawdzeniu poprawności wypełnienia oświadczenia klikamy zapisz i zamykamy oświadczenie.
  • Pojawia się dokument roboczy, na dole strony klikamy WYŚLIJ DO ZUS.
  • Pojawia się okno – Wybierz sposób odbioru wiadomości z ZUS – proponuję wybrać elektronicznie przez PUE i OK.
  • Autoryzacja usługi biznesowej – wybieramy PODPISZ PRZEZ PUE.

Aha, oczywiście najpierw musicie zdobyć login do pue.zus.pl. Jak?

 Bez wizyty w oddziale ZUS   wychodzenia z domu jednak się nie obejdzie 😉

5 ministrów jeszcze nie wie

Członkowie rządu stawiają na ZUS – wynika z ankiety „Rzeczpospolitej”. Ale ci z kasą i rządzący kasą jeszcze się „wahają”.

Z oświadczenia majątkowego Radosława Sikorskiego (na koniec 2012 r.)

Z sondy dziennika  wynika, że decyzji w sprawie OFE kontra ZUS nie podjęli jeszcze Mateusz Szczurek (minister finansów), Radosław Sikorski (minister spraw zagranicznych), Włodzimierz Karpiński (minister skarbu), Rafał Trzaskowski (minister administracji) i wicepremier Elżbieta Bieńkowska. Czyli wszyscy, którzy mają najwięcej do powiedzenia jeśli chodzi o publiczną kasę.

Najgrubszym prywatnym portfelem  w tej grupie dysponuje Radosław Sikorski. Jest też mocno zdywersyfikowany, jeśli chodzi o same fundusze emerytalne. Deklaracja majątkowa, dostępna na stronach KPRM, obejmuje majątek dzielony z żoną. Pewnie dlatego są w nim aż trzy fundusze emerytalne, w tym dwa amerykańskie – Tiaa-Cref i IRA E*Trade.

PS1. Trzymam kciuki za szefa MSZ, że jednak się wyłamie i pozostanie w prywatnym funduszu emerytalnym. Będziemy wówczas w jednym OFE (wczoraj wypełniłem ONLINE deklarację, choć wyjątkowo długo jej musiałem szukać na całkiem dobrze zrobionych stronach ZUS-u)

PS2. Upsss, chyba przez PS1 złamałem zakaz reklamy. Sza…

Z OSTATNIEJ CHWILI:

Niestety, choć do końca się wahał, minister Sikorski postawił jednak na ZUS>>

Czego będziemy się uczyć od Ghany

…i na odwrót, czyli podróże pani wiceminister. Tym razem Czarny Ląd.

fot.: msz.gov.pl

„Indie mogą importować gaz łupkowy z Polski” – donosił prestiżowy indyjski „The Economic Times” powołując się na słowa –Katarzyny Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych. Pani minister na twitterze wyparła się tej wypowiedzi, ale i tak postanowiłem obserwować efekty jej międzynarodowych podróży. Szczególnie tego, jak widzę je lokalne media.

I oto jest – relacja Ghana News Agency (tamtejszy PAP) z kwietniowego pobytu polskiej delegacji. Ghana liczy, że pomożemy jej zbudować lotniska i infrastrukturę lotniczych służb kryzysowych. Zamierza czerpać z polskich doświadczeń w zakresie PPP. Chce także, by Polska pomogła Ghanie rozwinąć przemysł stoczniowy. Ghana liczy na współpracę m.in. w rolnictwie, energetyce i transporcie. Zeznania pani minister na twitterze są podobne, choć jeszcze bardziej konkretne:


Ale najciekawsze smaczki dopiero przed nami. Dosłownie, bo Ghana zamierza wykorzystać swoją przewagę nad Polską wynikającą z „braku mango i ananasów w Polsce” .Pomoże to rozwinąć wymianę handlową między naszymi krajami.
Niestety, nie możemy ofiarować Ghanie w zamian naszej słynnej piłkarskiej myśli szkoleniowej. Wręcz przeciwnie. Pani minister zadeklarowała, że Polska chce się uczyć od tamtejszej drużyny narodowej. Słusznie. W najnowszym rankingu FIFA Polska jest na 72. miejscu, a Ghana, która wystąpi na najbliższym mundialu, zajmuje 38. pozycję. Tylko co na to Wydział Szkolenia PZPN?

PS. Pani Minister, Mistrzostwa w Brazyli już za kilka tygodniu. Jakby co…, to ja chętnie… i napiszę wszystko… Ceny pomarańczy skokowo rosną, a my ich u nas nie mamy.

„Przełomy projekt”, czyli giełdowa utopia

Swoją agencję ratingową uruchomili Chińczycy, mają uruchomić Rosjanie, a teraz zapowiedziały to trzy – skądinąd bardzo doświadczone – osoby z polskiego rynku kapitałowego. To absurd.

Przeczytałem właśnie „Przełomowy projekt na rzecz poprawy wiarygodności rynków”, autorstwa Adama Maciejewskiego, Leszka Pawłowicza i Wiesława Rozłuckiego.

Zgadzam się z diagnozą:

  • zaufanie do polskiego rynku kapitałowego jest w opłakanym stanie, może tylko niewiele wyższe niż po krachu w 1994 r. (najbardziej przykre, że to zasługa polskiego rządu dyskredytującego giełdę tylko po to, by zniechęcić rodaków do OFE)
  • istnieje luka w długoterminowym finansowaniu małych i średnich spółek i projektów infrastrukturalnych (choć tu akurat większą rolę niż rynek kapitałowy powinny pełnić banki i fundusze unijne)
  • ratingi są drogie, a opłacanie ich przez emitentów budzi wątpliwości co do konfliktu interesów
  • agencje ratingowe, od czasów upadku Enrona, systematycznie się kompromitują
  • domy maklerskie i banki inwestycyjne, ograniczając koszty, rezygnują z produkcji analiz
  • spada zainteresowanie małych i średnich emitentów pozyskiwaniem kapitału z rynku publicznego
  • płynność obrotu na wielu giełdowych akcjach jest znikoma

Pełna zgoda. Autorzy „Przełomowego projektu…” to osoby, które mają kompetencje i/lub moc, by powyższy stan zmienić. Jednak, gdy poznałem proponowane lekarstwo, załamałem ręce.

Instytut Analiz i Ratingu ma być NIEZALEŻNY. To jej najważniejsza cecha, która ma ją uwiarygodniać i stawiać ponad komercyjnymi agencjami. Zawsze boję się tego słowa. Co ma zapewnić niezależność? Według autorów odezwy, „struktura akcjonariatu, corporate governance oraz wewnętrzne procesy i procesy decyzyjne”. Trzymam kciuki i czekam na konkrety, ale diabeł tkwi w szczegółach pomysłu.

Giełda zarabia na obrotach, łatwo więc określić, jakiego typu „niezależne” wyceny byłyby GPW na rękę. Te różniące się od bieżącej wyceny rynkowej. I najlepiej często zmieniane. Ale nie, to jest raczej niemożliwe. Fundując nam IAiR, pomysłodawcy zdają się bowiem twierdzić, że istnieje jakaś fundamentalna, prawdziwa wartość papieru (akcji czy obligacji).

Są różne teorie na ten temat w świecie finansów. Załóżmy, że faktycznie jest taka wartość (choć pewnie w momencie czytania tego zdania różni się ona od tej, która „obowiązywała”, gdy czytałeś pierwsze zdanie tego tekstu). Skąd butne przekonanie pomysłodawców, że to ich instytucja będzie potrafiła ją znaleźć? Odpowiedzią jest „najwyższa jakość zasobów ludzkich gwarantująca najwyższy poziom przygotowanych analiz”. Czyli IAiR ma zatrudnić najlepszych analityków (zostawmy na razie rozważania na temat znaczenia słowa “najlepszy”). To może sporo kosztować. Przy krachu w 2008 r. przypominano, że do agencji ratingowych idą raczej mniej bystrzy absolwenci wyższych uczelni finansowych. To dlatego ci z Goldman Sachs czy JP Morgan tak łatwo mogą im wcisnąć …różowe  okulary.

Załóżmy nawet, że IAiR będzie na to stać. Kto za to zapłaci? Emitenci. Model biznesowy pomysłu to nadal na nich narzuca koszty całego procesu.

„Emitenci zlecają usługę ratingu i researchu GPW, która z kolei podzleca tę usługę Instytutowi, zatrzymując odpowiednią marżę uzasadnioną rolą GPW jako dystrybutora oferty Instytutu”

No to wreszcie poznałem intencje GPW, spółki giełdowej, która powinna na swym biznesie zarabiać. Choć pomysł chyba nie ucierpiałby, gdyby ją z tej układanki wyłączyć.

Nawet Warren Buffet ma nietrafione inwestycje. Co jeśli instytucja, która w pomyśle posługuje się odpowiedzialnym epitetem „publiczna”, się pomyli? A, jestem przekonany, będzie się mylić przy co drugiej korekcie prognoz spółki X, załamaniu w branży Y, przejęciu firmy Z. Czy nie będzie to oznaczało jeszcze większej degrengolady w zaufaniu do instytucji rynku kapitałowego? Kto wypłaci Kowalskiemu odszkodowanie, gdy ten – ufając w opinię IAiR – straci na rekomendacji swoje oszczędności? Zapewne IAiR, bo giełda ma działać przecież jedynie jako „dystrybutor oferty Instytutu”.

Dbajmy o zaufanie do polskiego rynku kapitałowego. Inwestujmy w edukacje drobnych inwestorów, karzmy giełdowych oszustów i prezesów-malwersantów, patrzmy na ręce „grubasom”, kłóćmy się z politykami porównującymi giełdę do kasyna. Ale nie idźmy tą drogą, proszę…

———–

Bardzo dziękuję Renacie Żukowskiej z GPW Media za polemikę (cała treść w komentarzu pod tekstem). Chciałbym się odnieść tylko to jednego jej punktu.

4. Jeśli chodzi o niezależność ratingów to tutaj pozwolę sobie na porównanie z rynkiem medialnym. Media finansowo zależne są od reklamodawców i też można spekulować na temat obiektywizmu publikacji w takich warunkach. Jednak chyba zgodzimy się, że redakcje nie wchodzą w skład biur reklamy. Nieco podobną sytuację mamy w przypadku agencji ratingowej, której jednym z fundatorów mogłaby być warszawska giełda.

Będę się upierał, że słowo „niezależność” jest nadużywane w przypadku nowego pomysłu. Po pierwsze, nie agencja ta nie będzie niezależna (będzie nadal finansowana przez emitentów). Po drugie, jeśli ma być „niezależna”, to wnioskuję a contrario, że już istniejące są „mniej niezależne”. To trochę trąci nieuczciwą konkurencją. Polecam komentarz Piotra Smolenia, CFA, który poleca GPW inne rozwiązanie – wsparcie kilku komercyjnych, mniejszych agencji …

Idąc medialnym tropem, który Pani rozpoczęła – widzę to inaczej. To trochę jakby na rynek prasy ekonomicznej wszedł nagle tańszy (albo bezpłatny) dziennik. Na dodatek przy wsparciu instytucji publicznej. Czytelnicy pewnie chętnie zaczną lekturę, ale czy wydawca zagwarantuje, że treść będzie lepszej jakości , stanowisko redakcji będzie jednolite i niezmienne, a konieczności sprostowań nie będzie? Martwię się o wydawcę, bo uszczerbek na jego wiarygodności uderzy w cały rynek prasy i w czytelników. 

"OFE czy ZUS?" zdaniem blogerów

Opinie ekonomistów, polityków i celebrytów były już wielokrotnie przytaczane. Postawiliśmy więc pytanie „OFE czy ZUS” tym, którzy dzierżą ekonomiczny rząd dusz w sieci – blogerom.

fot. iStock

Random Jog , autor bloga “Owczy pęd”

Ostateczną decyzję w sprawie wyboru między OFE i ZUS zostawiam sobie na później. Wszystko jednak wskazuje na to, że będzie to OFE i to głównie ze względu na dywersyfikację. W obecnym kształcie OFE mogą bowiem znacznie więcej inwestować za granicą i jak na razie bardzo chętnie to robią. W przypadku kraju z niekorzystnymi trendami demograficznymi, jakim jest Polska, wyjście za granicę to bardzo dobre źródło dywersyfikacji, którego ZUS nie może zaoferować. Nie miejmy jednak złudzeń – ponieważ do OFE będzie trafiać tylko niewielka część składki emerytalnej, niezależnie od wyboru wpływ na ostateczną emeryturę będzie ograniczony.

Rafał Hirsch, autor bloga …Rafała Hirscha 

Wybieram OFE, ponieważ w życiu nie da się uciec od ryzyka, tak więc twierdzenie, że w OFE jest ryzyko, a w ZUS go nie ma jest fałszywe. Ryzyko jest zawsze i wszędzie, a skoro tak, to trzeba umieć z nim żyć i nauczyć się nim zarządzać. Jestem przekonany, że OFE to właśnie potrafią – zarządzać ryzykiem. ZUS ani nie chroni przed ryzykiem, ani niczym nie zarządza. 
Po drugie to ryzyko w OFE jest małe, bo mała jest część składki, która tam trafia, a w razie czego za dwa lata można zmienić zdanie.
 Po trzecie w OFE warto zostać z czystej ciekawości. Po czwarte OFE właśnie obniżają opłaty, po piąte waloryzacja składek w ZUS będzie w najbliższych lat dość niska, a po szóste warto uczynić z tego wyboru swoją małą manifestację polityczną przeciwko kłamstwu, nieuczciwości, pogardzie i ignorancji  które dominują zarówno w rządzie, jak i w opozycji.

Izabella Kaminska, jedna z najbardziej znanych blogerek ekonomicznych w Europie, publikująca na platformie „Financial Times”

Na Zachodzie popieram ideę powszechnego dochodu podstawowego (ang. Basic income), czego rozwinięciem jest emerytura państwowa, ale niekoniecznie rekomendowałabym to dla wszystkich rynków wschodzących. Nie patrzyłam na tę kwestię pod kątem Polski, ale preferuję system państwowy. Prywatne fundusze emerytalne będą miały kłopot z dywersyfikacją ryzyka.

Paweł Cymcyk, autor bloga “DNA Rynków”

W trwającym emerytalnym konkursie piękności, mimo że prawo do marketingowego makijażu zostało zarezerwowane tylko dla jednej z uczestniczek wybór jest dla mnie prosty i jasny. Motto pierwszej kandydatki “ZUStańmy razem” ma nieukrywane monopolistyczne zapędy do pełnego i bezwarunkowego zaufania z mojej strony, które i tak już w 85% jest zarezerwowane dla tej opcji. Nie jestem skory do takich poświęceń mając alternatywę drugiej uczestniczki głoszącej “OFEruje się zarabiać dla Ciebie”. Z ekonomicznego, praktycznego i pragmatycznego punktu widzenia to dla mnie bardziej przekonujące niż stawianie wszystkiego na jeden ZUS.

Copyright © 2019 zByka.pl

Theme by Anders NorenUp ↑