zByka.pl BETA BY BARANKIEWICZ

Miesiąc: Maj 2014

Bezradność czy lenistwo, czyli polskie rady nadzorcze

Świeżo upieczony europoseł przyznał niedawno, że brał kilka tysięcy złotych za nicnierobienie w radzie nadzorczej. Członkowie innej rezygnują wraz z wnioskiem o upadłość spółki, po pięciu miesiącach od objęcia stanowisk. Co oznacza „członek rady nadzorczej” po polsku?
Nieoceniony Emil Górecki, jedyna osoba śledząca proces WGI, zszokował niedawno internet taką relacją z sali rozpraw:
 
„Obrońca: Na czym polegała pana praca w radzie WGI TFI?
Świadek: Na niczym. Spotykaliśmy się raz na kilka miesięcy, żeby się dowiedzieć, czy wniosek o utworzenie funduszu zyskał akceptację władz. Dowiadywaliśmy się, że takiej zgody nadal nie ma. Wymienialiśmy poglądy na temat aktualnej sytuacji gospodarczej i rozchodziliśmy się do domu. TFI nie funkcjonowało.
Obrońca: Jak był pan wynagradzany?
Świadek: Otrzymywaliśmy wynagrodzenie za każde posiedzenie, nie były to duże kwoty, około 2 tys. zł, ale nie pamiętam dokładnie.”
 
Oczywiście to nie tyle, ile w Parlamencie Europejskim, do którego właśnie wybraliśmy profesora Dariusza Rosatiego (bo to on jest cytowanym świadkiem), ale przyzwoitość powinna obowiązywać nawet w świecie korporacji.
 
„Rady nadzorcze stoją na straży długoterminowego sukcesu spółki. Jest to niezwykle odpowiedzialna i wymagająca funkcja, wiążąca się także z ustawowymi obowiązkami i sankcjami” – czytam w naprawdę ciekawym raporcie PwC pt. Rady nadzorcze 2013 >>  Zawiera on nie tylko życzenia, ale i realia:
 
„W wielu spółkach rady nadzorcze wydają się mieć wręcz rolę fasadową – zbyt niskiej wiedzy o rzeczywistej sytuacji rynkowej i finansowej nadzorowanych spółek towarzyszy pasywna postawa wobec planów i prac zarządu. Działania naprawcze podejmowane są często w trybie awaryjnym, a więc zbyt późno, i nierzadko ograniczają się jedynie do podejmowania decyzji personalnych.”
Są też głosy szczerych praktyków:
 

 
Są i lekarstwa:
 

 
Powyższe warunki sukcesu skojarzyły mi się z historią zmian w radzie nadzorczej upadającego IDMSA. W grudniu firma pozbyła się warunku nr 4 (zaufanie i komunikacja między radą a zarządem), rezygnując z członków rodziny w nadzorze i stawiając na pozostałe punkty. Radę brokera zasilili:
 

  • Andrzej Podsiadło, były prezes PKO BP

 

  • Wojciech Kuśpik, prezes giełdowego PTWP, wydawca m.in. serwisu wnp.pl

 

  • Blanka A. Rosenstiel, inwestorka, od blisko 60 lat mieszka na Florydzie

 

  • Tomasz Misiak, były senator, założyciel agencji Work Service

 

  • Waldemar Dubaniowski, były członek zarządu Exatela, były ambasador Polski w Singapurze

 

  • Robert Gwiazdowski, szef Centrum Adama Smitha, z doświadczeniem w radach nadzorczych kilku spółek giełdowych i ZUS, gdzie był przewodniczącym rady

 
Ich kariera skończyła się szybko. Już 21 maja solidarnie zrezygnowali. Nie pomogli. Strat mniejszościowych akcjonariuszy, których interesu rada powinna bronić, nie zauważyliśmy jeszcze, bo notowania papieru są zawieszone. Na szczęście jeden z eks-członków rady jest na Twitterze.


Historia będzie więc mieć swój ciąg dalszy.

Ważniejsze niż personalia na GPW

Im mniejsze obroty na GPW, tym głośniej o zmianach u jej sterów. Tymczasem Książęca ma dużo większy kłopot.

Nie wiem nic o zakulisowych rozgrywkach wokół fotela. Nie znam wiceministra, który został już namaszczony na jego przyszłego właściciela. Czy podoba mi się, że urzędnik nadzorujący spółkę ma zostać jej prezesem? Nie. Ale gdyby to samo pytanie brzmiało, czy podoba mi się, że przedstawiciel głównego akcjonariusza zostaje prezesem spółki, bez wahania odpowiedziałbym twierdząco.

Powyższy paradoks to tylko jeden z przykładów głównego problemu GPW, a zwłaszcza jej włodarzy – kierują instytucją publiczną czy giełdową spółką akcyjną?. Obecny szef parkietu rozpaczliwie od początku swojej skróconej kadencji próbuje połączyć obie funkcje. Być może brak mu do tego charyzmy i determinacji swojego poprzednika (choć odkopując skrzynkę z kolejnych maili dotyczących nowych pomysłów GPW w determinacji akurat widać postępy). Być może to zadanie z góry skazane na porażkę (choć są tacy, którzy twierdzą, że to wykonalne). Jedno jest dla mnie pewne – tę kwestię trzeba wyjaśnić, bo będzie ona także balastem kolejnych szefów GPW. Będzie łatwiej o strategię dla giełdy. I pomysłów na jej rozwój będzie mniej niż w ostatnich tygodniach, gdy obserwujemy ich prawdziwą inflację (nie mamy rekordu indeksów, ale mamy rekord komunikatów piarowych GPW – naliczyłem 36 w ostatnim miesiącu!). Jak to zrobić? Najlepiej przez dalszą prywatyzację GPW.

PS. „Klikalność” tego tekstu będzie zapewne niewielka. Podobnie jak poprzednich dotyczących zmian na szczytach GPW. Mało kogo z drobnych inwestorów to interesuje, a to ich powrót na parkiet jest teraz największym problemem Giełdy.

Dlaczego dalej będziemy inwestować w ambery

Kolejne rankingi potwierdzają rosnące miejsce polskiej edukacji w świecie. Jednocześnie kilkadziesiąt tysięcy Polaków potrafi zanieść oszczędności życia do parabanku i narzekać na dziadowskie państwo. O co chodzi?

Profesor PAN traci dorobek życia na trzech piramidach finansowych. Oczywiście, można płakać nad tragedią człowieka, ale jakoś mocniej ciekną mi łzy nad stanem polskiej nauki. Tymczasem kolejne rankingi potwierdzają, że w poziomie edukacji jesteśmy w absolutnej światowej czołówce.
Dysonans? Może wytłumaczą go matury, które – jak zewsząd słychać – mają być prawdziwym egzaminem dojrzałość, weryfikującym „życiowo” i „w praktyce” wiedzę, jaką młodzi pozyskali w szkole średniej. Mamy maj, więc pora zweryfikować to w praktyce. Zajrzałem do egzaminu z matematyki. Skoro ma być „życiowo”, na pewno było wiele pytań na temat procentu składanego, jakiś wykres kursu złotego, jakieś wybór lepszej z dwóch lokat bankowych, coś o podatku czy prosty wybór między tysiącem złotych dziś lub dwoma tysiącami za dwa lata. Przecież zadań jest aż 33, do zdobycia 50 punktów. MUSI BYĆ COŚ O EKONOMII.
Zawartość egzaminu? Żadne pytanie nie dotyczyło szeroko rozumianej ekonomii (nie chodzi mi nawet o zadanie stricte z ekonomii, ale o wykorzystanie matematyki w w życiu homo economicus). Udało mi się wybrać pięć, które – ale mocno naciągając – można jakoś zakwalifikować do przystosowania maturzysty do życia w gospodarce wolnorynkowej:
Zadanie 2. (1 pkt)
Jeżeli liczba 78 jest o 50% większa od liczby c, to c= …
Zadanie 13. (1 pkt)
Liczby: x 2, 6, 12 , w podanej kolejności, są trzema kolejnymi wyrazami ciągu geometrycznego. Liczba x=…
Zadanie 23. (1 pkt)
Jeżeli A jest zdarzeniem losowym, a A ‚ zdarzeniem przeciwnym do zdarzenia A oraz zachodzi równość P( A) =2 P( A’) , to P( A)=
Zadanie 25. (1 pkt)
Mediana zestawu danych 2, 12, a, 10, 5, 3 jest równa 7. Wówczas a=
Zadanie 33. (5 pkt)
Turysta zwiedzał zamek stojący na wzgórzu. Droga łącząca parking z zamkiem ma długość 2,1 km. Łączny czas wędrówki turysty z parkingu do zamku i z powrotem, nie licząc czasu poświęconego na zwiedzanie, był równy 1 godzinę i 4 minuty. Oblicz, z jaką średnią prędkością turysta wchodził na wzgórze, jeżeli prędkość ta była o 1 km/h mniejsza od średniej prędkości, z jaką schodził ze wzgórza.
Jak widać, nikt nie sprawdza na egzaminie maturalnym, czy 19-latek potrafi podjąć najprostszą decyzję finansową w racjonalny sposób. Można więc przypuszczać, że ambery i finroyale nadal sobie będą u nas dzielnie poczynać.
Co na to Facebook?

Post użytkownika Puls Biznesu.

 

Australia najszczęśliwsza, Polska 27.

OECD opublikowała swój coroczny ranking Better Life Index. Czwarty raz z rzędu wygrała Australia. Polska znalazła się na 27 miejscu wśród 36 krajów uprzemysłowionych, członków OECD.

Ranking OECD – Better Life Index

Wskaźnik mierzy 11 kryteriów, w tym zatrudnienie, dochody, stan środowiska naturalnego, bezpieczeństwo, służba zdrowia, czy generalnie zadowolenie z życia (cokolwiek to oznacza)

Oto czołowa dziesiątka:

1. Australia
2. Norwegia
3. Szwecja (najlepsza jeśli chodzi o “Środowisko”)
4. Dania (najlepsza pod względem relacji między życiem a pracą)
5. Kanada
6. Szwajcaria (najlepsza pod względem „praca” i „zadowolenie z życia”)
7. USA (najlepsze pod względem „mieszkania” i „dochód”)
8. Finlandia (numer jeden w „edukacji”)
9. Holandia
10. Nowa Zelandia (najlepsza pod względem „więzi społecznych” i „zdrowia”)

Polska zajęła 27. miejsce. Za nami kolejno Estonia, Portugalia, Węgry (z dedykacją dla jednego z naszych przywódców), Chile, Brazylia, Rosja, Grecja, Meksyk i Turcja.

W większości subrankingów jesteśmy w końcówce stawki (najgorzej w kategorii „mieszkania”, gdzie wyprzedzamy jedynie Rosję i Turcję). Ale mamy dwie silne pozycje. Okazuje się, że w Europie nie mamy sobie równych, jeśli chodzi o „bezpieczeństwo” (ktoś chyba właśnie zamierza wyeksportować to nasze subiektywne poczucie bezpieczeństwa do całej UE). W rankingu globalnym jesteśmy na drugim miejscu, za Japonią. Drugie miejsce zajmujemy także w kategorii „edukacja”, ustępując jedynie Finlandii (ale to już przecież wiedzieliśmy – słynna PISA)

Zobacz opis pozycji Polski >>

W ciągu roku nieznacznie poprawiła się sytuacja mieszkaniowa w Polsce (z 3,1 do 3,5 punktów w dziesięciostopniowej skali), dochodów (z 1 do 1,3), ale pogorszyło się zadowolenie z życia (z 3,8 do 3,4) oraz – najmocniej – proporcje między pracą a czasem wolnym (z 7 do 5,6). Zatem kończę ten przydługawy wpis…

Pobierz szczegółowe dane (excel)>>

Dwóch nowych miliarderów z Polski

Pamiętacie J&S Energy, pośrednika w handlu między Rosją a Polską? W cień usunęli się po „Orlengate”, ale mogą wypłynąć. W czołówce rankingu najbogatszych Polaków.

Mercuria Energy Group w marcu przejęła od JP Morgan cześć zajmującą się handlem surowcami, płacąc 3,5 mld USD gotówką (w Polsce pierwszy napisał o sprawie natemat.pl). W ten sposób firma stała się jednym z czterech globalnych gigantów na tym rynku. Gigantem, bo jeszcze przed przejęciem, w 2013 r. miała 112 mld USD obrotów. Zatrudnia ponad 1000 osób w 28 krajach świata, a dekadę temu zaczynała zaledwie z 10 osobami na pokładzie. Byli wśród nich Szwajcarzy Marco Duand i Daniel Jaeggi.

Para ta była też w akcjonariacie J&S, w którym pierwsze skrzypce grali – nomen omen – muzycy Grzegorz Jankilewicz i Sławomir Smołokowski. Obaj pojawili się w najnowszym artykule amerykańskiego „Forbes”, który postarał się o wycenę ich majątku. Gazeta dotarła do danych, z których wynika, że Polacy (choć urodzeni na Ukrainie) mają po 9 proc. kapitału Mercurii. Na podstawie analizy porównawczej (konkurencyjne Glencore Xstrata i Noble Group są bowiem spółkami publicznymi), „Forbes” dochodzi do wniosku, że pakiety te mają wartość 1,5 mld USD każdy.

Skoro amerykański „Forbes” wycenia, panowie trafią więc pewne także do kolejnego rankingu polskiego „Forbes”. Tylko z udziałami w Mercurii zajmowaliby na ostatniej liście piąte miejsce – za czwórką rodzimych gigantów kapitałowych (Kulczyk, Solorz, Czarnecki, Sołowow). Tylko przy konstrukcji  zestawienia nie zapomnijcie Polaka z Brazylii, którego odkrył niedawno Karol Jedliński >>

Na stronach „Wprost” znalazłem szersze sylwetki obu panów: Smołokowski >> Jankilewicz >>

Copyright © 2019 zByka.pl

Theme by Anders NorenUp ↑